REKLAMA

W ostatnich dniach gorące dyskusje na forach internetowych budzi nowy serial TVP „Korona królów”. Zarówno historycy, jak i widzowie zżymają się na twórców z powodu kiepskiej scenografii, niezgodności serialowych wątków z historią czy gry aktorskiej. Ja sama, przyznam szczerze, z ciekawości rzuciłam okiem na dwa odcinki, ale zdanie na temat serialu zachowam dla siebie

Mały wielki król

Podczas oglądania serialu „Korona królów” co innego jednak przyszło mi do głowy. Mianowicie zastanawiam się, na ile przeciętny widz zna historię naszego kraju i czy możliwe jest, aby serial sprowokował go do zainteresowania dziejami Polski. Mam nadzieję, że tak się stanie.

Jak zdążyliśmy zauważyć, akcja „Korony królów” rozpoczyna się tuż po zjednoczeniu ziem piastowskich przez niezmordowanego Władysława Łokietka. Co tu kryć, jednego z największych szczęściarzy w historii Polski. Z filmu niestety nie wynika, że Łokietek miał niesamowitego fuksa, a wykreowanego bohatera trudno nazwać człowiekiem charyzmatycznym. 

A Łokietek miał przecież charyzmę. Albo raczej – w równej mierze charyzmę, ośli upór, mnóstwo szczęścia i… nic do stracenia, przynajmniej na początku swojej kariery politycznej. Jako jeden z pięciu synów nielubianego przez Piastów księcia kujawskiego Kazimierza I (syna Konrada Mazowieckiego, tego od Krzyżaków), miał marne szanse na odziedziczenie ojcowizny, a co dopiero tronu w Krakowie, do którego pretensje zgłaszała gromada jego dalszych i bliższych krewniaków.

Los jednak był dla Łokietka łaskawy. Po śmierci swojego przyrodniego brata, bezdzietnego księcia krakowskiego Leszka Czarnego, odziedziczył księstwo sieradzkie i zgłosił pretensje do tronu krakowskiego. Zaś po zgonie pozostałych braci uzyskał kontrolę nad ich ziemiami.

Na tron w Krakowie musiał wprawdzie poczekać, ale i w tym wypadku sprzyjało mu szczęście, bo jego konkurenci znikali jeden po drugim ze sceny politycznej. Trzech – książę śląski Henryk Prawy (Probus), wielkopolski Przemysł II i król Czech Wacław III – padło ofiarą zamachu.  Inni umierali przedwcześnie, jak Wacław II czeski, lub z rozmaitych powodów wycofywali się z walki. I tak oto szczęściarz Łokietek osiadł w końcu na Wawelu i rozpoczął starania w Stolicy Apostolskiej o koronę.

Księżna z ikrą

O Władysławie Łokietku, którego widzimy w pierwszych odcinkach serialu „Korona królów”, co nieco wiedzą nawet dzieci, a o jego żonie? Większość osób nie ma nawet pojęcia, jak miała na imię i skąd pochodziła, bo nikt raczej nie uczył się o niej  w szkole. A szkoda.

Jadwiga kaliska (inaczej: Jadwiga Bolesławówna) była postacią nietuzinkową, jak szereg innych zapomnianych kobiet okresu rozbicia dzielnicowego, tygrysic i świętych (zapraszam do lektury) bez których niejeden książę musiałby się pożegnać z marzeniami o władzy. Mam więc nadzieję, że dzięki serialowi postać Jadwigi kaliskiej na dłużej zapadnie widzom w pamięć. 

Abstrahując od serialu, jest o kim pamiętać. Gdyby nie Jadwiga kaliska – córka, siostrzenica i wnuczka węgierskich królewien – Łokietkowi zapewne nie udałoby się zdobyć korony.

Jadwiga była nie tylko córką błogosławionej Jolanty, z pochodzenia królewny węgierskiej, i księcia wielkopolskiego Bolesława Pobożnego, ale także siostrzenicą świętej Kingi. Tak, tej od soli w Wieliczce. Natomiast jej bratem stryjecznym był Przemysł II, któremu w 1295 roku udało się koronować na króla Polski. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że to dzięki powiązaniom rodzinnym Jadwigi z Przemysłem II jej mąż uzyskał po jego zabójstwie pewne prawa do tronu w Wielkopolsce.

Ambitna Jadwiga wpierała Łokietka do końca życia, a gdy wreszcie udało jej się zasiąść obok męża na krakowskim tronie, po przedwczesnej śmierci dwóch synów rozpoczęła usilne starania o męskiego potomka. Mało kto bowiem ma pojęcie, że przyszły król Kazimierz Wielki, najmłodszy z jej sześciorga dzieci, urodził się, gdy rodzice byli już w dość zaawansowanym jak na tamte czasy wieku. Jadwiga miała około czterdziestki, a Łokietek był przed pięćdziesiątką.

Zwieńczeniem wieloletnich starań Jadwigi i Łokietka o zjednoczenie ziem piastowskich była ich koronacja 20 stycznia 1320 roku na króla i królową Polski. Pierwsza koronacja królewska na Wawelu!

„Korona królów” i… co dalej?

Wątków, które mogliby wykorzystać scenarzyści, jest w polskiej historii bez liku. I kto wie, być może kiedyś powstanie na ten temat nowy serial. Nie musi być on na miarę wysokobudżetowej „Gry o tron. Wystarczy, by był przyzwoity, jak choćby wyprodukowany kiedyś dla młodzieży „Znak orła”, który także opowiada o czasach Łokietka. Serial ten powstał na motywach powieści Aliny Korty „Gniewko syn rybaka”, w której zaczytywałam się jako dziecko. Naprawdę warto porównać go z aktualną „superprodukcją” TVP. Po obejrzeniu wnioski nasuną się same.

Na razie wypada się cieszyć, że kontrowersje związane z „Koroną królów” prowokują jej przeciwników i zwolenników do dyskusji o zapomnianej nieco historii Polski, a nie mamy się przecież czego wstydzić. Dzieje naszych królów i książąt są pełne zwrotów akcji, zaś ich  perypetie często dorównują, o ile czasem nie przewyższają, losów bohaterów słynnej „Dynastii Tudorów”.


Polub lub udostępnij ten artykuł 

 

MASZ LEKKIE PIÓRO? ZACZNIJ BLOGOWAĆ


 
Strona główna » Blog spis » Rozrywka i sztuka » Korona królów – serial TVP