Strona główna » Rozrywka i sztuka » Walentynka w… rajstopach [opowiadanie]

Kobieca intuicja czasami bywa omylna. Basia myślała, że Walentynki okażą się szarym, zwykłym dniem jak każdy inny, a tymczasem… 

Obudziłam się dzisiaj z przeczuciem, że nic, ale to kompletnie nic się nie wydarzy. A szkoda, bo są Walentynki! Przyjemnie byłoby dostać od kogoś karteczkę… Maleńki, najmniejszy znak, że ktoś o mnie myśli, marzy, że ktoś mnie w ogóle zauważył… – wzdychając ciężko nad swym losem „solistki” powlokłam się do łazienki. Lustro od razu rzuciło mi się w oczy. Całe było zamazane czerwonym kolorem. Dokładniej namalowane szminką wielkie serce oraz napis: „KOCHAMY CIĘ, BALBINKO!”. A niech to, moja niepoważna rodzinka (mama, tato, babcia i starsza siostra) musiała pamiętać jednak  o Walentynach. Wszyscy z uporem maniaka nazywają mnie Balbinką! A ja mam na imię Barbara!

Wygrzebałam się wreszcie do szkoły, zostawiając zabazgrane lustro, bo Walentynki Walentynkami, ale fizyczna maniaczka czyli Prądnica zapowiedziała na dziś test. Wybiegłam i wsiadłam do windy. Piętro niżej dosiadł się Maciuś z Kajtkiem czyli mój kumpel-dziesięciolatek ze swoim kundelkiem. Kajtek jak zwykle natychmiast wskoczył na mnie, radośnie machając ogonem i drąc mi rajstopy.

– Maciuś, trzymaj go, no widzisz, widzisz co on zrobił???

– Widzę, widzę, przecież zawsze drze ci te twoje dziewczyńskie rajstopy czy coś tam. Może on nie lubi rajstop?

– A co lubi? Pończochy samonośne?

– Co to pończochy samonośne?

– Innym razem ci wytłumaczę. Dobra, pędzę, bo się spóźnię!

– Kajtek i ja składamy Ci życzenia walentynkowe – krzyknął za mną Maciuś i uciekł w te pędy. Ale miło!

Na przystanek wpadłam, rozglądając się za autobusem. Ani widu. Stał za to Aleksander zwany Wielkim, facet z klasy wyżej, chodzący Brad Pitt, opędzający się od dziewczyn rękami i nogami. Obrzydliwość – zarozumialec. Niestety… przystojny! Nie zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni, więc się sobie nie kłaniamy, chociaż ja wiem, kto on. Nie  podejrzewam, by on w ogóle zarejestrował, że chodzimy do tej samej szkoły. Nie było za dużo ludzi, więc widocznie moje podarte rajstopy musiały mu się rzucić w oczy, bo popatrzył na moje nogi, potem ciut wyżej wędrował jego wzrok, aż nasze oczy się spotkały. Oczy to on ma, że niech go! – pomyślałam sobie, by jakoś opanować dziwne drżenie, w  które wpadło moje serce. On jakby się nad czymś zastanawiał. Podjechał wreszcie autobus i wskoczyliśmy różnymi drzwiami. Na szkolnym przystanku wysiadłam i nie oglądając się za siebie, pobiegłam.

– Gdzieś ty się podziewała? – szeptem skarciła mnie Justyna, gdy sadowiłam się koło niej w ławce, przeprosiwszy nauczycielkę za spóźnienie.

– Nie mogłam się wygrzebać!

– Zauważyłam, że masz podarte rajstopy!

– Mhm, to Kajtek, pies Maciusia!

– Aaaaaaaaa, ten psi wariat… – A ja dostałam trzy kartki! – pochwaliła się nagle.

– Żartujesz?

– No coś ty! Patrz!

– Dostałaś je pocztą?

– Nie, leżały na mojej wycieraczce.

– To dziwne, aż trzech osobników pofatygowało się, by podrzucić kartki?

– Dziewczyny, proszę o spokój! – zezłościła się na nas nauczycielka.

Na przerwie temat Walentynek był kontynuowany.

– A Ty, Bacha, ile kartek dostałaś? – drążyła Justyna.

– Napis na lustrze się chyba nie liczy… A wyznanie dziesięciolatka?

– Zadajesz się ze zbyt młodymi facetami!

– Chciałabym się zadawać z JAKIMIKOLWIEK mężczyznami… – wyznałam w desperacji.

Nagle stała się rzecz zadziwiająca. Podchodzi do mnie Aleksander, zwany Wielkim, i podając mi jakąś płaską paczuszkę mówi:

– Coś mi się wydaje, że zamiast Walentynki bardziej przydadzą ci się dzisiaj rajstopy?

– Skąd wiesz? – zapytałam nieprzytomnie.

– Przecież widziałem, w jakim stanie byłaś na przystanku…

– A w jakim ona była stanie? – zapytała oszołomiona Justyna.

– W stanie wskazującym na spożycie przez… jakiegoś psa! – odparłam zamiast niego.

– Pomyślałem, że w kiosku znajdę jakąś tymczasową parę, która nie pozwoli ci zmarznąć…

– To miłe… – powiedziałam biorąc pakunek, i chciałam powiedzieć więcej, ale mi przerwano.

– To ty się znasz na damskich rajstopach? Skąd wiedziałeś, jaki rozmiar? Sprawdź, Baśka, czy dobry! A może to nie ten den, za cienkie na luty? – z Justyny kaskadą wylewały się znaki zapytania.

– Darowanemu walentynkowo koniowi w zęby się nie zagląda! – zezłościłam się na moją przyjaciółkę.

– Znam się na rajstopach, bo mam dwie siostry… – przyznał się w międzyczasie Aleksander, uśmiechając się do mnie.

– A jak tobie się odwdzięczę za taki dowód troski o moje zdrowie? – zapytałam Aleksandra.

– Kup mu skarpetki! – podpowiedziała teatralnym szeptem Justyna.

– Wiesz co, najpierw sprawdź, czy dobry wybrałem rozmiar. O reszcie pogadamy na następnej przerwie – powiedział Aleksander i poszedł do swojej klasy.

– Jeju, ale numer! Aleksander Wielki kupił Baśce walentynkowe rajstopy! – entuzjazmowała się Justyna. – Ale czad!

– No, to idę założyć te rajstopy… – zostawiłam Justynę w tej euforii.

Okazało się, że rajstopy są całkiem przyzwoitej jakości, do koloru i rozmiaru też nie miałam zastrzeżeń. Na kolejnej przerwie podszedł do mnie znowu i oznajmił, że on też chce dostać walentynkę! Oj, będę musiała wymyślić coś oryginalnego i to jeszcze dzisiaj, by zmieścić się w czasie.

Justyna stała markotna w kącie.

– Co się stało?

– Te wszystkie moje kartki… to…. to pisała jedna osoba….

– Ojej, jedna też jest cenna. Dobrze, że chociaż jedna! – pocieszałam ją.

– Ale właściwie to …. to… ja je sama napisałam!

– Nie szkodzi. I tak cię lubię. Daj spokój, to nie ma żadnego znaczenia. Sama widzisz – szczęście może przyjść nagle.

– I w… rajstopach – powiedziała Justyna przez łzy.

Walentym, przynoszącym mi szczęście, jest chyba… Kajtek. Po szkole więc wybrałam się do mojego kumpla, Maciusia, by Kajtka ukochać. Kupiłam mu Pedigree pal. Maciuś, kiedy mnie zobaczył, przestraszył się, że przyszłam po pieniądze na rajstopy.

– Gdzie jest Kajtek? – zapytałam.

– W drugim pokoju. Zamknąłem go, żeby ci nic nie podarł!– odparł Maciuś.

– No to go wypuść! Może sobie drzeć do woli! Im więcej nadrze, tym lepiej! Podarte rajstopy przynoszą szczęście – powiedziałam i poszłam szaleć z Kajtkiem. Jutro czeka mnie cudowny, cudowny dzień. I jest mi obojętne, w jakich on będzie rajstopach…

 
 
Strona główna » Rozrywka i sztuka » Walentynka w… rajstopach [opowiadanie]

Sprawdź promocje zakupowe - nawet ponad 80% taniej dla naszych czytelników